Dziś krótko, bo czas ucieka. Właściwie to ostatni już dzwonek, by przygotować zakwas do żurku świątecznego. Wielkanoc uwielbiam i kulinarnie nie wyobrażam sobie tych świąt bez zupy na prawdziwym, domowym, żytnim zakwasie. Mamę zawsze muszę ganić za te niezdrowe, papierkowe proszki zupowe, a dziś i Was spróbuję zarazić tradycją :))
1 szklanka mąki żytniej 720
3 szklanki ciepłej przegotowanej wody
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka ziaren pieprzu
5 ziaren ziela angielskiego
3 listki laurowe
Mąkę rozrobić z wodą. Dodać drobno pokrojony czosnek, pieprz, ziarna ziela angielskiego i liście laurowe. Całość wymieszać, przelać do litrowego słoika, przykryć gazą lub papierowym ręcznikiem kuchennym i obwiązać gumką. Odstawić w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na 4-5 dni. Uwaga: gdy będzie mu nader ciepło, to może "wyskoczyć" ze słoika :))
Taaaaa daaaam: moja 3-dniowa rzeżucha i uroczy, tylko, że krzywy hiacynt lady derby (hiiiiiacynta????). Aż uwieczniłam na fotografii, bo wszystko, co fotosyntezuje rzadko u mnie dożywa, tzn. jakoś tak nie chce :P
Wiooosna! Wszędzie.W przyrodzie, w życiu, w kuchni. Mnóstwo inspiracji, wiele pomysłów, dużo zmian. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się zapodać Wam parę przepisów wielkanocnych- jeszcze przed Świętami. Nabieram tempa, jeśli znajdę chwilę oderwania to zaproszę. Na blogu dziś jeszcze trochę zimowo, ale przepis poniżej jest godny wypróbowania, szczególnie, że wieczory są dosyć chłodne, a zupa niezwykle sycąca. Z cieciorką (lub jak kto woli-ciecierzycą) pierwszy raz miałam do czynienia, ale nie żałuję, bo zupa okazała się ciekawa w smaku. Oczywiście to jest danie z tych, które trzeba zaplanować, że będzie się chciało jeść je następnego dnia, ale dobra...Po namoczeniu ziarna były na tyle miękkie, że dały się rozgryźć i można było "zaplanować smak". Ciecierzyca przypomina w smaku trochę groch, ale ma coś charakterystycznego, toteż stwierdziłam, że rezultat ma być ostry w smaku- dałam czosnek i imbir, a pieczarkowy akcent miał być dopełnieniem. Generalnie wyszło ciekawe smakowo połączenie, na pewno kiedyś jeszcze do powtórzenia. Ale z kuuurą :P
400 g ciecierzycy suchej
1 puszka pomidorów bez skórki
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
5-cio centymetrowy kawałek pora biała część
400 g pieczarek
2 ząbki czosnku
pieprz, sól
imbir
świeży rozmaryn
Dzień wcześniej cieciorkę opłukać, zalać wodą i pozostawić do dnia następnego. Z marchewek, pietruszki, selera ugotować bulion, a następnie przecedzić. Pora cienko pokroić, usmażyć na niewielkiej ilości oliwy razem z czosnkiem. Pieczarki umyć, zetrzeć na tarce i dodać do pora chwilę smażąc. Ciecierzycę odcedzić z wody, ugotować w bulionie do miękkości. Następnie dodać pomidory i pieczarki z porem. Całość gotować około 20 min. Na koniec wszystko zblenderować, doprawić solą, pieprzem, imbirem oraz świeżym rozmarynem. Niestety suszony rozmaryn nie nadaje się do zupy-jeżeli tylko taki mamy do dyspozycji, to łyżkę rozmarynu zalać 1/3 szklanki ciepłej wody, pozostawić na 15 min , odcedzić i esencję wlać do zupy. Podawać z makaronem lub grzankami czosnkowymi.
A na koniec kawałek ostatnio zasłyszany, mega pozytywny, prawdziwa "torpeda" :))
Czyli najbardziej odchudzone śniadanie jakie jestem w stanie zjeść :)). Taka sałatka plus kurczak świetnie smakuje z grzankami i wtedy może stanowić samodzielne danie. Wersję bez mięsa można podać jako dodatek do obiadu. Bardzo estetycznie się prezentuje a przede wszystkim jest zdrowa, więc idealna na wszelkiego rodzaju odchudzania-no dobra, pomijając winegret.. ale przecie nie idzie jedzenie samych liści, nie? :)
1 nieduża sałata lodowa
1 papryka czerwona
1 puszka kukurydzy
średni świeży ogórek
pół opakowania fety-nie lubię za dużo, u mnie w środku
Sos winegret:
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka miodu
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka musztardy-u mnie z dodatkiem śliwki
sól, pieprz
Dodatkowo:
podwójna pierś z kurczaka
grzanki
Sos: Oliwę wymieszać z sokiem, rozpuścić miód, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek oraz musztardę.Doprawić solą i pieprzem. Odstawić.
Sałatę umyć, porwać na nieduże części, dodać pokrojoną w kostkę paprykę, krążki ogórka. Wmieszać kukurydzę i posypać serem feta. Ewentualnie dodać usmażoną lub ugotowaną na parze pierś z kurczaka i grzanki.
Przed podaniem polać winegretem.
Jak to ktoś ostatnio powiedział, że po to teraz je się chude sałatki, by być "pretty woman" na wiosnę. Niech będzie i tak :) Swoją drogą niesamowity film.
Dziś banalnie, ale bardzo smacznie. Gwarantuję :) Otóż gdzie się nie pojawię, wszędzie jedzą parówki. W pracy, na studiach, na ulicy. W końcu sama nabrałam ochoty i wracając z pracy postanowiłam też zakupić, bo w sumie dawno nie jadłam-chyba od czasu pierwszych studiów. Wróciłam nie tylko z parówkami, ale też z psem... Wyszłam z samochodu, przed sklepem widzę jakieś duże,czarne, kudłate i urocze COŚ. I się łasi. Okazało się, że pies jest porzucony, więc postanowiłam go ze sobą zabrać. W sumie z prawie kilograma tych parówek zostało mi tylko 5, reszta została spożytkowana na zwabienie tego wielkoluda do auta (Najgorsze było to, że parówki zjadł, a nie miał zamiaru ze mną wracać yyyy...)
Cóż więc począć z taką ilością zacnego mięsa?? Trzeba było coś wymyśleć i na poczekaniu powstały takie oto parówki zawijane w ciasto drożdżowe ze środkiem z pieczarek, kukurydzy i ogórków. Wyszło bardzo dobre połączenie smakowe i na pewno świetnie sprawdzi się na imprezie. Szczególnie polecam studentom!
Ciasto:
2,5 dkg drożdży świeżych
pół szklanki mleka
2 szklanki mąki
3 łyżki oleju
1 jajko
łyżeczka soli
łyżka cukru
Farsz:
5 parówek
300 g pieczarek
mała cebula lub 3 cm kawałek pora
3 łyżki kukurydzy (jak ktoś lubi, może więcej dodać, ja nie przepadam, więc zadowalam się tą ilością)
4 średnie ogórki korniszony
2-3 łyżki keczupu
Drożdże rozmieszać z cukrem, pozostawić na około 3 minuty. Dodać mleko i trochę podgrzać. Wsypać 2 łyżki mąki i pozostawić w cieple, aż zaczyn podwoi swą objętość. Mąkę wymieszać z solą, wlać zaczyn, dodać rozmieszane widelcem jajko, wlać olej i wyrobić jednolite i elastyczne ciasto. Pozostawić w cieple, by urosło.
Cebulę (pora) poszatkować, zeszklić na oliwie, dodać starte pieczarki. Lekko ostudzić. Wsypać kukurydzę, pokrojone w kostkę korniszony i wymieszać z keczupem.
Ciasto podzielić na 5 części, każdą rozwałkować, posmarować nadzieniem, ułożyć parówkę i zwinąć. Można posypać startym żółtym serem. Włożyć do zimnego piekarnika i piec 45-50 min w temp. 170 st. C.
Przeszłam na dietę! Koniec, od ostatniego weekendu nie jem ciasteczek^^! I tak do kwietnia,trzymajcie kciuki :D
I jeszcze pochwalę się, że w tłusty czwartek zjadłam aż dwa pracownicze (ekhmm, za które w zasadzie trzeba było zapłacić hę), wielkie, oblukrzone pąki (dobrze, że tylko dwa przysługiwały). Mam nadzieję, że Wam też było tak dobrze :)
No aż mi wstyd, że na blogu nie pojawił się przepis na karnawałowy pączek, ale obiecuję w przyszłym roku sięęęęęę poprawić. Prawda taka, że nie było czasu-w pracy zawzięto mnie do jakiegoś projektu, który zwie się sixsigma...no i była sixsigma zamiast tłustego w kuchni. No, ale tłuste ostatki były i wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak więc zamiast o pączku będzie o pęczakotto.
W pęczakotto rozsmakowałam się rok temu, gdy akurat byłam na konferencji dla blogerów Food Blogger Fest. Dania przygotowywał wtedy Grzegorz Łapanowski i podał coś, co niekoniecznie dobrze wyglądało,ale miało to coś w smaku. Pęczakotto. Ale do rzeczy. Pęczak to nic innego jak kasza jęczmienna,a dokładniej obłuskane i wypolerowane całe ziarno jęczmienia. Jest to półprodukt do wyrobu kaszy jęczmiennej perłowej i łamanej. Przyznam, że miłośniczką kasz nigdy nie byłam, nie znoszę zapachu szczególnie gryczanej, ale pęczak przekonał mnie na maksa. I do tego jeszcze zdrowy i ze względu na dużą zawartość błonnika dobry na odchudzanie-mrau! Na talerzu wygląda może fatalnie, trzeba się natrudzić, by cieszyło oko, ale widocznie taki urok tego pęczaku. Gdy zabrałam do Lublina na zjazd sałatkę z pęczakiem, to każdy się przyglądał i nikt nie zgadł co to jest :) Można powiedzieć, że ..no tak ciekawie wygląda. Dużą jego wadą jest to, że trzeba sobie zaplanować, że będzie się chciało go jeść :) Czyyli...dosyć długo trzeba go gotować. Oczywiście można go wcześniej namoczyć, ale to jest dobre dla tych, co lubią sobie "planować". Wolę spontan pt. " to, tu i teraz", ale muszę czekać te 45 min. Nie mniej jednak polecam ten przepis na pęczak, zarówno jako dodatek do mięsa jak i samodzielne danie.
1 szkl. pęczaku
5-cio centymetrowy kawałek pora
250 g pieczarek
3 łyżki oliwy
sól, pieprz
Zagotować trzy szklanki wody i następnie wrzucić oczyszczony i przepłukany pęczak. Gotować na małym ogniu przez około 45-50 min. Gdyby wcześniej wchłonął wodę dolać niewielką ilość wrzącej wody. 15 min przed końcem gotowania,pora pokroić w cienkie krążki i wrzucić na rozgrzaną oliwę. Pieczarki pokroić w plastry i dodać do pora. Przesmażyć chwilę i następnie przełożyć do ugotowanego pęczaku. Doprawić solą i pieprzem. Podawać na gorąco jako dodatek do mięsa lub jako samodzielne danie.
Piątek. Wczoraj. Aż dwie dobre wiadomości. Dobry dzień. Godzina po 21. Myślę, że zrobię sobie sernik. Brzoskwiniowy, pachnący kokosem. Skończyłam po 23. Wstałam dziś wcześnie rano, słyszę stuk widelca o talerz. Tak jak myślałam-Mama zjada sernik. Wchodzę do kuchni i jest zapach. Było warto :) Zapraszam
Ciasto:
1,5 szkl. mąki
125 g masła
2 żółtka
4 łyżki cukru
2 łyżki zimnej wody
łyżeczka proszku do pieczenia
Masa serowa:
1 kg sera-użyłam z wiaderka
1 szkl. cukru
4 żółtka
1 jajko
1 op. budyniu waniliowego
1,5 szklanki mleka
0,5 szkl.oleju
Dodatkowo:
6 białek
szczypta soli
0,5 szkl. cukru
1 puszka brzoskwiń
1 szklanka wiórków kokosowych
Ciasto: Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia. Posiekać z masłem. Dodać żółtka wymieszane z wodą i cukrem. Połączyć i włożyć do lodówki na 20 min.
Masa serowa: Mleko połączyć z olejem i proszkiem budyniowym, a następnie cukrem, aż do rozpuszczenia. Kolejno dodawać żółtka i jajko. Na końcu połączyć z serem.
Ciastem wyłożyć formę, wylać masę serową, ułożyć pokrojone w kostkę brzoskwinie i piec przez 45 min w piekarniku nagrzanym do 180 st. C.
Białka ubić na sztywno z solą, pod koniec dodając cukier. Po wyjęciu ciasta z piekarnika od razu ułożyć pianę tworząc fale . Posypać wierzch wiórkami i wstawić raz jeszcze do piekarnika na 20-25 min do zezłocenia kokosu.
Ciasto przygotować wg instrukcji podanej w linku wyżej.
Krem: Batoniki drobno posiekać. Wymieszać ze śmietanką, a następnie podgrzewać do rozpuszczenia się batonów. Nie można dopuścić do zagotowania. Odstawić do ostygnięcia i potem wstawić na całą noc do lodówki.
Następnego dnia ubić śmietanę do konsystencji kremu. Dodać pokrojone w kostkę brzoskwinie-część zostawić do ozdoby. Żelatynę rozpuścić w zimnej wodzie i po 2 minutach podgrzać, trochę ostudzić i dolać do śmietany. Schłodzić.
Biszkopt przekroić na 3 blaty. Każdy nasączyć mieszaniną wody, soku i alkoholu. Na pierwszym blacie rozsmarować dżem i następnie 1/3 kremu. Kolejne nasączać i przekładać tylko kremem. Udekorować brzoskwiniami i pistacjami.
Bo ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Lubię.