sobota, 6 września 2014

Dżem gruszkowo-karmelowy


Czy ja muszę zachwalać jak on smakuje? :) Przepis znalazłam na Wielkim Żarciu i od razu było czuć, że to coś dobrego. Na jutro robię ciasto przełożone tym dżemem i jeśli  się uda, to na pewno na blogu niebawem  pojawi się przepis. A tymczasem zapraszam po dżem gruszkowo-karmelowy :)

Edit: I przepis na ciasto się pojawił :)  Ciasto z kremem waniliowym i gruszkami w karmelu

Podaję za autorką:
  • 8-10 gruszek
  • sok z 1 cytryny
  • 10 łyżek cukru
  • 1 szklanka wody
  • budyń o smaku toffi
Do rondla wsypać cukier i podgrzewać aż zbrązowieje. Nie mieszać, tylko zataczać naczyniem koła. Wlać 3/4 szklanki wody, sok z cytryny i obrane, pokrojone w kostkę gruszki. Zamieszać i gotować, aż karmel się rozpuści, a gruszki będą miękkie. Budyń rozmieszać z resztą wody i wlać do gruszek. Zagotować, gdy masa będzie gęsta napełniać słoiki i pasteryzować 20 min.


 L.P

czwartek, 4 września 2014

Kurczak w cieście kokosowym


Testów ciąg dalszy. Tym razem na tapecie sos chilli słodko-pikantny Tao Tao. Gdy tylko kurier mi go przywiózł,  otworzyłam butelkę, spróbowałam to  już wiedziałam do czego go wykorzystam. Toż to identyczny sos podawany do kurczaka w cieście kokosowym w ursynowskich "chińczykach" jakiego jadałam będąc na studiach. Kiedyś nie chciałam jeść takich fastfoodów, bo nie to wiadomo z czego, kto to robi... dawno temu  namówiła mnie panna K. i od tamtej pory mogłam jadać go codziennie. Mowa o kurczaku w cieście kokosowym, a właściwie kulkach z piersi kurczaka w cieście z dodatkiem wiórków kokosowych podawanych z białym ryżem na sypko, surówką colesław i sosem chilli słodko-pikantnym. Wszyscy moi znajomi maczali w sosie kawałki kurczaka, ja wolałam polać nim ryż :) Jak za kebabami nie przepadam, tak za takim a'la chińskim jadłem jak najbardziej! Tak mi się teraz przypomniała taka śmieszna sytuacja odnośnie tych chińczyków. Na ostatnim roku studiów, moją koleżankę- nazwijmy pannę X , . kawaler zaprosił na randkę. No zmówili się przy" gitarze" przy Złotych Tarasach, chyba to listopad był, ale koniec końców Kawaler zacny, nieco nierozmowny zaproponował chińczyka, gdzieś na miasto. Panna X niezadowolona trochę była, bo w zasadzie co drugi dzień go jadałyśmy, ale czego się nie robi dla randki, nie? :P Już zje, nieee? Pamiętam, godziny jeszcze  22 nie było, a Panna X wpada do mojego pokoju, już po randce,  razem z nią  zapach "smażeniny". To ja się śmieję, że chyba coś dobrego jadła, bo płaszcz pachnie smażonym kurczakiem :P   Była w chińczyku, ale nie na chińczyku, tylko na piwie w chińczyku :P. Płaszcz był nowy, tym większa rozpacz. To była ich pierwsza i ostatnia randka, więcej się nie zobaczyli (oczywiście miały wpływ również inne składowe :P). Od tamtej pory ani razu nie zamówiła "chińczyka"... :P Od nieszczęsnej randki minęło już w sumie trochę  czasu, w przyszłym tygodniu  jadę do bohaterki randki i  mam zamiar przypomnieć jej jak smakuje kurczak w cieście kokosowym. Będzie zacnie i pysznie! :)

  • pierś z kurczaka
  • 3/4 szkl. mleka
  • 1 szkl. mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • płaska łyżeczka soli
  • 4 łyżki wiórków kokosowych
  • pół łyżeczki cukru
  • szczypta pieprzu
  • sos słodko-pikantny chilli-ja użyłam Tao Tao
  • olej- trudno powiedzieć ile-zależy w jakim garnku będziecie robić-ma być go tyle, aby mięso było w nim całkowicie zanurzone- jak na pączki
Mąką wymieszać z proszkiem. Jajka rozkłócić z mlekiem, połączyć z mąką. Na koniec dodać wiórki kokosowe i doprawić solą, pieprzem i cukrem. Ciasto ma być na tyle gęste, aby nie spływało z mięsa. 
Pierś z kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w dosyć duże kawałki. Delikatnie podgotowałam mięso, aby mieć pewność, że po usmażeniu nie będzie surowe. W żaden sposób nie zmienia to smaku kurczaka w finiszowym wydaniu. Kawałki mięsa maczać w cieście i wrzucać do rozgrzanego oleju i smażyć na złoto.
Taki kurczak świetnie smakuje z sosem słodko-kwaśnym chilli, ryżem na sypko i surówką colesław.





Wpis zawiera lokowanie produktu.

 L.P

poniedziałek, 1 września 2014

Dżem jeżyn leśnych i jabłek

W sobotę pojechałam na grzyby. Wróciłam bez jednego nawet grzyba, ale za to zwiozłam kilogram dojrzałych, pachnących lasem jeżyn. Niestety na grzybach się nie znam, więc zmieniłam las i cel poszukiwawczy. Zapał był wielki, bo rok temu byłam na grzybobraniu i myślałam, że coś pamiętam... no ale nie zaryzykowałam. Może i dobrze? :))

  • 1 kg jeżyn
  • 3 jabłka średniej wielkości
  • 1,5 szkl. cukru

Jeżyny przebrać, oczyścić, opłukać, zasypać cukrem, wymieszać i  pozostawić na około godzinę. Następnie gotować na wolnym ogniu aż do rozgotowania. Na tym etapie można przetrzeć przez sitko-ja tak zrobiłam, ponieważ denerwują mnie pestki w dżemie :). Jabłka umyć, obrać, drobno pokroić i dodać do jeżyn. Gotować na wolnym ogniu aż do zgęstnienia-ja przez dwa dni gotowałam po 20 min, bo tak było mi wygodniej. Po co jabłka w dżemie jeżynowym? Po pierwsze to bogate źródło pektyn, czyli dżem szybciej zgęstnieje, a ponadto w przypadku przecierania stanowi podstawę pulpy owocowej.
Z podanych proporcji wychodzą średnio 4 małe słoiczki.





L.P

czwartek, 28 sierpnia 2014

Śliwki w winie


Do lodów (szczególnie czekoladowych :))  i deserów wyśmienite! Kiedy zjemy śliwki wino podgrzewamy, dodajemy pomarańczę i mamy rozgrzewający trunek na wieczór, czyli idealna opcja na jesień :) Polecam bardzo :)

  • 1  kg śliwek (podaję orientacyjnie, bo część owoców w czasie robienia zjadłam :P)
  •  1 l wina (dałam półsłodkie)
  • ewentualnie pół szklanki cukru
  • 3 ziarenka kardamonu
  • 1 gwiazdka anyżu
  • 1 laska cynamonu
  • 3 goździki
Śliwki umyć, osuszyć, ułożyć w litrowych słoikach. Śliwki pozostawiamy z pestkami. Podana ilość wina wystarcza na 2 słoiki, każdy po 1l. Wino zagotować z przyprawami, zalać śliwki. Szczelnie zakręcić pokrywką i pasteryzować 20 min. Gotowe na 2 tygodniach.  Przyprawienie wina jest sprawą indywidualną. Kupiłam wino półsłodkie, w trakcie przygotowywania stwierdziłam, że jednak muszę dosłodzić, ponieważ moje owoce były dosyć kwaśne. W następnej turze zrobię z winem słodkim.






































L.P

środa, 27 sierpnia 2014

Gruszki w waniliowym syropie na zimę


Do czego? Do lodów, naleśników, gofrów, ciast, tortów itp., a syrop przyda się do kompotu lub jako baza do ponczu tortowego.

  • 2 kg gruszek
  • 670 g cukru
  • 1 l wody
  • 1 cytryna
  • 1 laska wanilii lub 1 cukier waniliowy
  • goździki
 
Gruszki umyć, obrać, przekroić na pół, wydrążyć gniazda nasienne. Do szerokiego garnka wlać wodę, dodać sok z całej cytryny, wsypać cukier, cukier waniliowy. Jeżeli korzystamy z laski wanilii należy naciąć wzdłuż, wydobyć ziarna, następnie pokroić laskę na kilkucentymetrowe kawałki  i wszystko dodać do wody z cukrem. Zagotować. Wrzucić gruszki i gotować, aż będą prawie szkliste. Ważne, aby ich nie rozgotować. Do każdego słoika  (ja korzystałam z takich po 300 ml) wrzucić po 2-3 goździki, ułożyć gruszki i zalać gorącym syropem. Pasteryzować ok.15-20 min.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Soczysta pierś z kurczaka z patelni z suszonymi pomidorami i mozarellą

 
W ubiegłym tygodniu otrzymałam paczkę od firmy Knorr z zestawem produktów do przetestowania. Hasło akcji nader frywolne: "Soczyste piersi? To możliwe!"  :D. Gdy zobaczyłam zawartość przesyłki najpierw chciałam wziąć na pierwszy ogień kostkę bulionową z czosnkiem i pietruszką, ale kuchara zmienną jest i w końcu stanęło na zwykłej rosołowej zastosowanej w połączeniu z oliwą jako marynata do kurczaka. Kostka zawsze kojarzyła mi się jako podstawa bulionu, ale jak się okazało ma szersze zastosowanie. Mięso przy takim sposobie zamarynowania jest  rzeczywiście soczyste i aromatyczne. Robi się szybko, także jest to świetne rozwiązanie dla studentów, kiedy trzeba zrobić sobie obiad w przerwie między zajęciami, a mama nie dała "słoika" :p Jest szybko, prosto i smacznie. Poniżej efekty testów.

  •  2 piersi z kurczaka
  • 1 kostka rosołowa Knorr
  • 1 kulka mozarelli
  • 100 g suszonych pomidorów
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka bułki tartej
Kostkę rozetrzeć z  oliwą i natrzeć kurczaka. Smażyć  około 15 min, obracając co jakiś czas. Pomidory i mozarellę pokroić w drobną kostkę, połączyć ze sobą dodając bułkę tartą.Tak przygotowany farsz ułożyć na mięsie. Na patelnię wlać kilka łyżek wody jednocześnie ją przykrywając. Całość odparować przez 30 sekund, aby farsz się zagrzał. Podawać z ryżem i warzywami. Smacznego!









Wpis zawiera lokowanie produktu.


Przy takiej pogodzie musi być coś pobudzającego :)



L.P

wtorek, 19 sierpnia 2014

Letni torcik z brzoskwiniami



 
Dwa lata minęło jak biczem strzelił :) Dokładnie 19 sierpnia 2012 roku  pojawił się pierwszy wpis na blogu. Pamiętam mieszkałam jeszcze wtedy w akademiku, żywiłam się wyłącznie kanapkami, swoją inwencję ograniczałam do schabowego, nie potrafiłam jeszcze współpracować ze swoją "hybrydą fotograficzną'' :p, a gdy robiłam ciastka nie musiały być kształtne i  ładne, bo przecie miały być tak "tylko do zjedzenia", krążki tortu nie musiały być dla mnie równe-wręcz mogły być krzywe, bo myślałam, że wtedy fajniej wyglądają, a rogal 1 nie wyglądał jak rogal 2...takich njuansów było naprawdę wiele. Przez te naście miesięcy nauczyłam się estetyki kulinarnej, poznałam mnóstwo nowych smaków. Gdy zakładałam bloga zastanawiałam się, czy w ogóle ktoś będzie go czytał, czy ktoś skorzysta z tych przepisów i czy ja sama będę miała na tyle dużo samozaparcia, aby tutaj pisać. Ryzyk fizyk, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Pamiętam pierwsze 3 tygodnie i te emocje, gdy zobaczyłam 34 wejścia zewnętrzne w ciągu dnia. Tak, 34 :)) Było to wtedy dla mnie meeega dużo. Dziś jest Was więcej, dużo powracających i na takich najbardziej mi zależy. Od wielu osób słyszałam, że nie umiem się wypromować. Być może :) Na palcach jednej ręki zliczyłabym znajomych, którzy znają adres strony. Nie muszę mieć 6 tysięcy lajków na facebook'u, na chwilę obecną cieszę się z zacnych 26 sztuk i nie muszę dążyć do świetnego wypozycjonowania adresu w google.  Lubię to co robię, to moja prywatna odskocznia od codzienności.
Duża część z Was odwiedza mnie poszukując inspiracji smakowych, ale jak się okazało, są też tacy, którzy przybywają w poszukiwaniu sensacji i motywu do plotek. Podkreślam, że pierwotna idea blogowa była kulinarna i taka też pozostanie. 
Rocznice są najlepszą okazją do podziękowania Czytelnikom :) Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają moją małą kuchnię, jest to dla mnie ogromna motywacja do dalszego pisania tutaj i dzielenia się z Wami eksperymentami kulinarnymi. Ze swojej strony chciałabym obiecać większą częstotliwość i systematyczność wpisów, ale...No właśnie :P:P
Drugie urodziny to uroczystość zacna, ale wbrew pozorom nie będzie wytwornego tortu, raczej skromnie, ale bardzo smakowicie, z ostatnim już powiewem lata. Zapraszam na letni torcik z brzoskwiniami i galaretką :))

Proporcje na tortownicę fi 21 cm:

Biszkopt:
  • 3 jajka
  • pół szklanki cukru
  • pół szklanki mąki pszennej
  • pół szklanki mąki ziemniaczanej
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
Krem:
  • 3 kubki jogurtu naturalnego (każdy po 180 g)
  • 200 g śmietanki 30%
  • 3 łyżki cukru
  • ekstrakt waniliowy
  • 3 łyżki żelatyny
Wierzch:
  • 2-3 brzoskwinie
  • 2 galaretki brzoskwiniowe
Jajka utrzeć z cukrem do białości. Obie mąki wymieszać z proszkiem oraz kakao i połączyć z jajkami. Piec w 160 st. C przez 25-30 min. Ostudzić.
Żelatynę zalać zimną wodą, rozpuścić, pozostawić do stężenia. Jogurty wymieszać z cukrem, a następnie żelatynę ogrzać do płynnej konsystencji. Kremówkę ubić na sztywno z olejkiem i dodać do jogurtów, wlać żelatynę. Tężejącą masę wylać na biszkopt i wstawić do lodówki. 
Obie galaretki rozpuścić w 2 szklankach wody, a brzoskwinie pokroić w cienkie plasterki, ułożyć na kremie i zalać galaretkami.







L.P