Cebulę pokroić w piórka, zeszklić na 2 łyżkach oliwy, dodać osolone mięso i podsmażyć. Pieczarki i marchew pokroić w plasterki, a cukinię, paprykę i bakłażana w kostkę. Dodać do schabu i dusić razem pod przykryciem aż do zmięknięcia warzyw. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić i dodać do całości . Potrawy z bakłażanem dosyć długo trzeba gotować. Najlepiej takie danie przygotować dzień wcześniej, np. wieczorem. Fasolę oczyścić, odkroić końcówki, ugotować w dobrze osolonej wodzie z łyżeczką cukru. Chilli cienko posiekać, dodać do warzyw, wrzucić fasolę, wsypać paprykę oraz doprawić solą i pieprzem. Podawać na ciepło z pieczywem lub kaszą.
Klasyka, tradycja...i sezon wiśniowy. Zachwalać nie muszę, bo ciasto drożdżowe lubimy chyba wszyscy. Zazwyczaj kojarzy się z dzieciństwem, babcią, domem. Ja najbardziej lubię zjadać ją z mlekiem, tak po prostu :)). Udanej niedzieli życzę !
ewentualnie 2 budynie ( rzadko mi się zdarza robić jakiś wypiek kilka razy, ale tę drożdżówkę uwielbiam i po eksperymentach doszłam do wniosku, że budynie przełamują suchość ciasta drożdżowego, dzięki czemu na drugi dzień jest jeszcze lepsza - to samo polecam Wam)
Kruszonka:
80 g mąki
80 g cukru
90 g masła
50 g płatków migdałowych
Masło rozpuścić i pozostawić do ostudzenia. Wiśnie opłukać, wypestkować, odsączyć z soku. Jajka wymieszać z cukrami, a mąkę przesiać z odrobiną soli. Budynie ugotować wg instrukcji na opakowaniu. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru,a gdy będą już płynne dolać 1/3 mleka. Pozostawić do momentu, aż drożdże zaczną "pracować". Resztę mleka podgrzać. Następnie do mąki wlać zaczyn drożdżowy, jajka z cukrem i mleko. Wyrobić łyżką jednolite ciasto i na koniec dodać masło, wyrabiać do momentu aż stanie się elastyczne. Ciasto będzie nieco rzadkie, ale takie ma być. Pozostawić na 10 min, a w tym czasie przygotować formę. Dużą blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia, można nieco posmarować masłem. Ciasto wyłożyć równomiernie do formy i ułożyć wiśnie, delikatnie wciskając z ciasto. Następnie całość przykryć budyniem. Pozostawić do wyrośnięcia.
Przygotowanie kruszonki: Masło posiekać z mąką i cukrem, dodać migdały. Rozsypać na powierzchni budyniu. Wstawić do piekarnika i piec około 75 min w 180-90 st.C. Tak dla ułatwienia dodam, że gdy wstawiałam do piekarnika temperatura wynosiła około 70-100 st.C, a ciasto było wtedy wyrośnięte do połowy formy.
Coś dla amatorów mega słodkich deserów. Połączenie kwaśniej limonki ze słodkim kremem oraz bezą. Idealna propozycja do ogrodowej, wieczornej posiadówki w gronie znajomych. Jednoczesne orzeźwienie i zaspokojenie chęci słodyczy - takie desery rzadko się spotyka. Nie polecam zastępować limonek cytrynami, bo tak naprawdę wyjątkowość smakowa tej tarty tkwi właśnie w limonkach. Zostawiam Wam przepis, a teraz szybko zmykam robić sernikobrownies z wiśniami, bo jutro znów mam gości. Wymyśliłam sobie chyba dosyć ryzykowną propozycję deserową , bo i tak nikt z nich się nie pozna się na tym cudzie smakowym i stwierdzą, że to zwykły zakalec, ale niiiiiic, będę się bronić, że taki ma być :))) Dziewczyny może uwierzą, a faceci podobno się nie znają :)
Kruche ciasto:
180 g mąki
100 g masła
30 g cukru
1 cukier waniliowy
1 żółtko
ewentualnie zimna woda
Żółtko rozmieszać z cukrami. Masło posiekać, połączyć mąką, dodać żółtka i szybko zagnieść ciasto. Formę do tarty wyłożyć ciastem, ponakłuwać widelcem i podpiec na złoto około 10-15 min w 180 st.C. Ostudzić.
Krem:
4 żółtka
1 puszka mleka skondensowanego słodzonego (400 g)
3 limonki
Beza:
5 białek
3 łyżki cukru
2 płaskie łyżeczki mąki ziemniaczanej
Krem: Limonki umyć, sparzyć, zetrzeć skórkę z jednej limonki, ze wszystkich trzech wycisnąć sok. Żółtka ubić na puszystą masę. Dodać skórkę z limonki. Stopniowo wlewać mleko, dalej ucierając, a pod konie dodać sok z limonki i trochę miąższu. Całość dokładnie wymieszać i wylać na upieczony wcześniej, ostudzony spód.
Beza: Białka schłodzić, a następnie ubić na sztywno z odrobiną soli. Pod koniec łyżka po łyżce dosypywać cukier a potem wsypać mąkę ziemniaczaną i zmiksować do połączenia.
Bezę wyłożyć na krem, tworząc nieregularne fale. Zapiekać 20 min w tempearturze 170 st C
Dziś poczęstuję Was pysznym ciastem jogurtowym z brzoskwiniami i budyniem, idealnym do porannej niedzielnej kawy. Ciasto jest dziecinnie proste, nie może się nie udać, a proporcje składników tak dobrane, aby utrzymało wierzchnią warstwę brzoskwiń i budyniu, czyli aby nie było zakalca. Jest raczej średnio suche, a wilgoci nadają budyń i owoce. Generalnie fanatyków takich typowo wilgotnych ciast nie zadowoli, ale niedługo pojawi się przepis na wilgotnego jogurtowca. Nie mniej jednak bardziej wolę wersję taką biszkoptową. Niestety dziś tylko popatrzę, ponieważ znów jestem na diecie. Tym razem podjęłam 30 - dniowe wyzwanie z Chodakowską :)). Męczące jest to strasznie, ale jak to powiedział niejaki King: "Ten kto zwycięża innych, jest tylko silny, a ten kto zwycięstwo nad samym sobą odnosi, jest człowiekiem potężnym". Racja...no ale jak "blogierka" kulinarna może nie być GŁADKA, no jak? :p
Składniki na dużą formę 20x33:
6 jajek
3 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
150 g jogurtu naturalnego (nie może być bezpośrednio z lodówki!)
ekstrakt waniliowy
0,5 szklanki oleju
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody
2-3 brzoskwinie
2 budynie waniliowe (u mnie waniliowy z białą czekoladą)
Budynie ugotować wg opisu na opakowaniu i ostudzić. Żółtka razem z białkami utrzeć z cukrem do białości-około 12 minut powinno zająć. Cukier musi całkowicie się rozpuścić. Cały czas miksując wlewać powoli jogurt, potem olej i ekstrakt. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia oraz sodą. Połączyć z masą, ucierając na najniższych obrotach. Konsystencja będzie dosyć gęsta, ale taka właśnie ma być. Wylać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Brzoskwinie umyć, osuszyć i razem ze skórką pokroić w cienkie półplasterki. Ułożyć na cieście. Pomiędzy kolejnymi plastrami wykładać budyń. Piec 50 min w piekarniku nagrzanym do 170 st. C.
Z cyklu homemade zamiast ze sklepu. Do czego? Do wszystkiego. Możemy używać do sałatek, również jako podstawę do vinegretu, jako składnik marynat do mięs na grilla (i nie tylko) czy bezpośredniego pędzelkowania już na ruszcie. Ostatnio właśnie spożytowałam bazyliowo-czosnkową do marynaty karkówki, a jeszcze wcześniej jako podstawę do okraszenia piergów z czerwoną soczewicą. Osobiście smakuje mi bardziej bazyliowo-czosnkowa, ale wypróbujcie sami :)
PS. Wpis nie jest kryptoreklamą :) Oliwy znajdują się w buteleczkach po małych sokach znanej firmy, ale wszystko przez to, że w mej zacnej mieścinie nie znalazłam buteleczek o odpowiadających mi pojemnościach. Były tylko takie po 0,7 l, więc poszłam do marketu i kupiłam tymbarki...Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma, jakoś radzić sobie trzeba :)) Jak za czasów studenckich :))
Oliwa z bazylią i czosnkiem:
1-1,5 szklanki oliwy / oleju (olej nawet lepszy, bo ma neutralny smak)
2 ząbki czosnku
2 gałązki świeżej bazylii
Czosnek obrać i pokroić w cienkie słupki, wrzucić do butelki. Włożyć gałązki bazylii. Polecam urwać je w taki sposób, aby były stosunkowo niskie. W czasie zużywania oliwy, bazylia nie może być powyżej poziomu płynu, bo najzwyczajniej spleśnieje. Zalać oliwą i odstawić chłodne, nienasłonecznione miejsce. Po 3 dniach już powinna być dobra na "szybkie" potrzeby, po około 5-7 dniach zyskuje pełnię aromatu.
Oliwa z papryczką chili:
1-1,5 szklanki oliwy / oleju (olej nawet lepszy, bo ma neutralny smak)
2 papryczki chili
Papryczki umyć, osuszyć, ponacinać nożem w kilku miejscach, wrzucić do butelki i zalać oliwą. I podobnie jak w przypadku oliwy z bazylią i czosnkiem odstawić w chłodne, nienasłonecznione miejsce na kilka dni.
Dziś na szybko, zaraz uciekam spać, bo wczorajsza sobota była baaaaardzo długa i wyczerpująca. Pobudka o 7 (?!), 1 godzina na zakupy, 4 godziny na zorganizowanie imprezy, posprzątanie domu i ogarnięcie siebie. Karkówka w marynacie cebulowej, karkówka w marynacie sojowej, kiełbasa w piwie, skrzydełka w czymś, sałatka caprese, sałatka ziemniaczana, sałatka z fetą, sos tzaziki, babeczki z kremem i owocami...zorganizowanie imprezy-zaliczone, posprzątanie domu-zaliczone, ale gości witałam z włosami związanymi w kukuryku, w t-shircie z kotem i "klapkach japońskich" ...Perfekcyjna Pani Domu (sic!), ale Ch***** Dama :D :D. Tego samego dnia zaliczyliśmy koncert Podsiadło, a potem jeszcze dyskotekę do 3 nad ranem...Sami rozumiecie...brak mi dziś weny do twórczego opisywania pierogów ( a najlepsze opisy kulinarne wychodzą mi wtedy, gdy pisząc posta jestem głodna :P), dlatego w skrócie: pierogi były pycha i koniecznie podajcie ze smażoną cebulą.
Ciasto na pierogi (mąka, ciepła woda- do konsystencji elastycznej, nieklejącej zbyt bardzo)
Farsz:
pół szklanki soczewicy czerwonej
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
2 ziemniaki
2 łyżki oliwy
Dodatkowo:
u mnie domowej roboty oliwa z czosnkiem i bazylią - klik (może być też 1 łyżka masła)
1 duża cebula
Soczewicę kilkukrotnie opłukać i ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Ziemniaki i ugotować. Zależy co kto lubi, ale dla mnie nadzienie pierogów powinno być jednolite, dlatego zawsze celowo rozgotowuję soczewicę i ziemniaki. Warzywo po ugotowaniu odcedzić i ostudzić. Cebulę obrać, drobno posiekać, zeszklić na rozgrzanej oliwie i dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Soczewicę razem z ziemniakami ugnieść na jednolitą masę, dodać cebulę z czosnkiem, doprawić solą i pieprzem.
Ciasto rozwałkować, wykrawać kółka w odpowiedniej średnicy, nadziewać farszem i zlepiać brzegi. Gotować w osolonej wodzie-około 2 minut od wypłynięcia na powierzchnię.
W międzyczasie rozgrzać na patelni oliwę. Cebulę pokroić w krążki, posolić i zeszklić do miękkości w oliwie/maśle.
Pierogi podawać okraszone tłuszczem z cebulą.
A teraz taka zajawka ze wczoraj POD PIEROGAMI :)))
Zapach jej jest nieziemski! W smaku bardzo specyficzna - jest truskawkowa ^^, ale gdzieś tam w tle delikatnie wyczuwa się charakterystyczny posmak. To jest coś dobrego! W ubiegłym roku łączyłam truskawki z rabarbarem, rabarbar z bananami, truskawki z miętą, truskawki z rumem i miodem, a w tym roku polecam tą. Trochę późno publikuję przepis, ale może znajdziecie gdzieś jeszcze nieprzekwitnięty bez. Oczywiście chyba nie muszę pedagogicznie przypominać, że musi być on prawie ekologiczny :). Przy przygotowaniu konfitury trzeba się nagimnastykować, ale nie od dziś wiadome, że wszystko co dobre kosztuje. I czasu i cierpliwości. Nie można nie wspomnieć kosztach samych składników, bo obecnie domowe przygotowywanie przetworów kalkuluje się wiele drożej niż pójście do sklepu i kupienie słoika dżemu za 4 zł. Najważniejsza jest dzika satysfakcja, że samemu się zrobiło, wie się co tam jest i ta świadomość, że takiego połączenia smakowego nie znajdziemy na półce sklepowej-nawet najwyższej...I właśnie dlatego, jak nic innego uwielbiam robić konfitury, dżemy, frużeliny, bo zawsze zachowam na zimę, a potem otwieram i czuję zapach prawdziwego lata w połowie lutego. Każdemu polecam!
P.S. Tym, którym podaruję taki słoiczek, publicznie upraszam, aby nie bezcześcili zawartości na naleśniku :D Pewnie teraz się uśmiechają, Ci, co mnie znają...(tak, mam na tym punkcie mam hopla :P), ale lepiej idźcie do sklepu po drożdże i upieczcie DROŻDŻÓWKĘ! :))
1 kg truskawek
420 g cukru
3-4 baldachy kwiatów bzu czarnego
ewentualnie 0,5 opakowania pektyny (pisząc" pektyna" mam na myśli pektynę, a nie dżemiks :) )
Truskawki umyć, oczyścić, pokroić na ćwiartki, zasypać cukrem i pozostawić na 2 godziny. Kwiaty bzu delikatnie otrząsnąć, oczyścić, z głównego pędu zerwać boczne i owinąć luźno w gazę. Jest to jedyny sposób by uniknąć zanieczyszczenia konfitury kwiatami i jednocześnie uzyskać zapach i smak kwiatów bzu. Polecam gazą owinąć dwu-, a nawet trzykrotnie i potem nitką kuchenną zabezpieczyć, by wszystko trzymało się całości. Następnie truskawki z cukrem wymieszać i zagotować. Woreczek z kwiatami włożyć do garnka z truskawkami i gotować około 35-40 min, a następnie dodać pektynę. Jeżeli nie dodajemy pektyny, to trzeba gotować dłużej do uzyskania gęstszej konsystencji.
Z podanej ilości wychodzą 2 średnie słoiczki i jeden mały- o pojemności takiej jak po koncentracie pomidorowym. Konfiturę należy pasteryzować 10 min.